Naleśniki - smakołyk z podrzutem

Znają je wszyscy, uwielbia – prawie każdy, gorzej jest ze smażeniem, nie wspominając już o obowiązkowym podrzucaniu. Prawdą jednak jest, że naleśniki i bez salta wykonanego między patelnią, a sufitem

Znają je wszyscy, uwielbia – prawie każdy, gorzej jest ze smażeniem, nie wspominając już o obowiązkowym podrzucaniu. Prawdą jednak jest, że naleśniki i bez salta wykonanego między patelnią, a sufitem
fot. Timolina/Shutterstock

Znają je wszyscy, uwielbia – prawie każdy, gorzej jest ze smażeniem, nie wspominając już o obowiązkowym podrzucaniu. Prawdą jednak jest, że naleśniki i bez salta wykonanego między patelnią, a sufitem kuchni - smakują zawsze świetnie. Dodatkowo – można je przygotować na wiele sposobów, wykorzystując jako danie pierwszoplanowe, obiadowe (na przykład w postaci pasztecików), a także – jako wyśmienity deser. Przekładane kapustą, szpinakiem, serem, marmoladą czy czekoladą – prędzej czy później, każdy się do nich przekona. Nie każdy jednak dowie się, jak długą drogę naleśniki przeszły, zanim zagościły na stałe na naszych stołach. A szkoda, bo pierwsze naleśniki, a raczej pierwowzory naleśnikowe wyrabiano już w starożytności, kiedy upowszechniło się użycie w kuchennych czeluściach wieków minionych mąki i mleka.

Źródła historyczne mówią wieloma językami. Najczęściej w zapisach pojawia się łacina, wskazując na to, że jako pierwsi, okrągłe placuszki stołowali Rzymianie. Podobno legioniści rozbici po prowincjach Imperium wypiekali zacięcie placenty i propagowali modę na ich użycie jako substytut chleba. Włosi bardziej postępowi oddają hołd Katarzynie Medycejskiej – przekazując jej jednocześnie naleśnikową palmę pierwszeństwa. Ponoć szesnastowieczna hrabianka, wychodząc za mąż za króla Francji, zabrała ze sobą na nowy dwór ulubione, rodzime, florenckie naleśniki. Z drugiej strony – inne, historyczne źródła donoszą, ze pierwsze przepisy na naleśniki zapisane były po mandaryńsku i przyrządzano je w Chinach już w IV wieku p.n.e. z ciasta ryżowego. Różnorodność receptur wskazuje jedynie na potencjał w naleśnikach drzemiący. W Niemczech dla przykładu – od samego początku do placków dodawano jaja, a w Anglii – naleśnikową masę mieszano z piwem. Jednak nigdzie na świecie, jak we Francji – naleśniki nie są tak hołubione! W tym kraju szampanem i Beaujolais Nouveau płynącym, naleśniki doczekały się własnego święta! Chaudeler przypada na dzień święta Matki Boskiej Gromnicznej, a jego obchody wiążą się z wierzeniami autochtonicznych wieśniaków na temat konotacji: brak naleśnika na stole = marne plony. Po drugiej stronie kanału La Manche, w Anglii, obchodzi się dla odmiany dzień "naleśnikowego obżarstwa" - święto przypada na ostatnią dobę przed wielkim postem. W Polsce natomiast, pierwsze wzmianki na temat budzącej się w rodakach miłości do naleśników pochodzą z XVI wieku. Pierwotnie, placki robione były z gruboziarnistej mąki żytniej i pieczone bezpośrednio na nagrzanej do czerwoności płycie kuchennej.

Naleśniki obecnie, to przede wszystkim szał nadzienia. I jeśli podstawowe ciasto w znakomitej większości współtworzą: mleko, mąka i jaja, to masy naleśnikowe bywają przeróżne – od wspomnianych wykwintnych pasztecików, po tradycyjnie polskie – przekładane twarożkiem z rodzynkami i polewane śmietaną. Tym, którzy naleśniki uwielbiają ponad miarę – na pewno posmakują legendarne Suzette, punkt obowiązkowy w menu niejednej, wyrafinowanej restauracji. Powstały tak, jak większość kultowych deserów – przez przypadek, Kiedy król Anglii, Edward VII, zakochał się we Francuzce imieniem Suzette – nakazał swojemu kucharzowi przyrządzić nowej damie serca wyjątkowy deser. Szef upichcił naleśniki z pomarańczami i oblał je likierem pomarańczowym. Niestety, przy podawaniu smakołyku – niechcący podpalił alkoholowe opary. Będąc w centrum uwagi zgromadzonych gości – kuchcik zachował zimną krew i udając, ze "tak właśnie być powinno", zaserwował zebranym płonący deser. I tak - "Suzette", niezmiennie płonące – cieszą najbardziej wyrafinowane podniebienia po dziś dzień.